Generalnie chodzi o to, że nie lubię ludzi. Trochę się ich nawet boję. Tacy są… różnorodni, nieprzewidywalni, dziwaczni i wo’gle . Nie wyczujesz człowieka, ni cholery. Jeden ci podziękuje, gdy mu ustąpisz miejsca w autobusie, inny na ciebie warknie.
Na przykład dzisiaj. Stoję sobie grzecznie w kolejce do kasy, obładowana zakupami. Patrzę, wnet podchodzi babeczka z batonem. No to z uśmiechem na twarzy, gestem przyjacielskim i wzrokiem ciepłym, rzeczę: „Droga Pani, z najniższą krajową i przetłuszczonymi włosami, styrana życiem i naznaczona siatką rozstępów, niechże Pani przejdzie przede mnie, bom zakupami obłożona i chętna dobry uczynek uczynić, zgodnie z nauką Pitagorasa, że skoro nie wiadomo, to lepiej pomóc. Ależ proszę, proszę”. Na co babeczka, przeklęta krowa, babsztyl niewychowany, z wzrokiem obojętnym, usteczkami w linię poziomą ściągniętymi i gestem obrzydzenia, odpowiada: „No, bo mam tylko batona przecie” i przepycha tłusty tyłek przede mnie. Ani dziękuję, ani, że jaka pani miła, ani nie padnie na kolana z miłością i uwielbieniem, nic. Odwróciła się plecami i stoi. Myślę sobie, ostatni raz! I zlana ciepłym moczem zagryzam wargi. Pomyślałam oczywiście, czy by jej uwagi nie zwrócić, kultury nie nauczyć, z liścia nie strzelić, ale że jestem tchórzem, to tylko zrobiłam jej marchewkę na odchodne, za co oczywiście przeprosiłam.
Nie wyczujesz człowieka, ni cholery.
Jednak najbardziej to nie znoszę, gdy każą mi włazić pomiędzy nieznajomych ludzi i się zapoznawać. Jeny.
„Cześć, to moja dziewczyna – Louis (wcale nie), a to są moi znajomi z pracy:
Kasia
Basia
Zosia
Srasia
Mati
Kami
Seba
i Piotrek.
Poznajcie się.”
I ja jak ta lebiega ostatnia, podchodzę do każdego i mruczę „cześć, hej, miło mi, Louis (wcale nie), hej, cześć”, w międzyczasie czując, jak mi mózg wyparowuje i godność się ulatnia. Owszem, w: „hej wszystkim, mam na imię tak i tak” jest zero godności. Zero. Potem staję jak kołek pod ścianą (gdy się jest pozbawionym godności, przychodzi to o wiele prościej), a wszyscy zerkają na mnie z ukosa, jakbym była trędowata, demonstrując mi, kto w tym stadzie jest wodzem, a kto ofiarą. Ja ofiarą, oczywiście. Co najpierw? Udko? Pośladek? A może pierś? Zacznijcie od piersi, godności i tak już nie mam.
Gadają między sobą w najlepsze, o pracy, rzecz jasna, czyli dokładnie o tym, o czym pojęcia nie mam. Wspominają ludzi, których nie znam i śmieją się z historyjek, o których nie słyszałam. Matko, broń. Czy oni to robią specjalnie? Sobie myślę. Dziwne, że jeszcze nikt nie obsikał kąta, w którym stoję, zaznaczając tym samym terytorium i ofiarę.
W głowie mi huczy, w ustach flaczeje, czuję się poniżona, zgwałcona, odtrącona. Marzę o jakimś pytaniu, jakimkolwiek, wszystko jedno. Gdyby ktoś mnie zapytał o ostatni orgazm, o to, czy golę strefy intymne, albo czy lubię anal, byłabym najszczęśliwszą osobą w towarzystwie. Niestety wszyscy mają mnie w dupie, jednocześnie czując palącą satysfakcję z tego, jak bardzo cierpię.
I nagle podchodzi mój chłopak z zatroskaną miną i pyta : Czy wszystko w porządku, Louis (wcale nie)? Jesteś taka milcząca.
Ręce opadają i ciągną się za człowiekiem, jak dwa ślimaki bez skorupek.
Ja bardzo przepraszam, ale co mam zrobić? Wyjść na środek nie zważając na podstawowe zasady savoir vivre i przejąć inicjatywę?
Cześć! Tak, to ja, Louis (w.n.). Przed chwilą się poznaliśmy, pamiętacie? Widzę, że żadne z was nie chce ze mną gadać, ale to nic nie szkodzi. Pozwólcie, że to ja przejmę pałeczkę, bo chłopak się niepokoi, że czuję się jakaś wyobcowana, czy coś. Mam 21 lat (nieprawda). Tak, tak, piękny wiek, wiem. Studiuję sobie. A wy pewnie zachodzicie w głowę, co. A powiem wam. Polonistykę! Tak, wiem, nie musicie nic mówić, mało przyszłościowy kierunek, ale ja i tak jestem parszywym leniem, więc czy polonistyka, czy medycyna, i tak będę doły kopać. Fajną mam bluzkę, nie? Trochę ufajdałam budyniem, ale prawie nie widać. Okazja. Na Szembeka za 2 dyszki. Pan Franek najlepsze ciuszki sprowadza. Oryginalne. Polecam”.
Po przybliżeniu życiorysu, kilku anegdotkach o moim kocie (psie) i wyniosłym monologu na temat stosunku do aborcji, stwierdzam, że już się znamy jak łyse konie i mogę ich dodać na fejsie.
Tak to ma wyglądać, przepraszam bardzo? Drogie społeczeństwo, tego oczekujesz?
Trochę empatii, ludzie. Wiecie co to, u licha, jest empatia? Potem wychodzi ta cała banda na fajka i mówi : „E, wy, trochę dziwna ta dziewczyna Yellowskiego, nie? Nic się nie odezwie, tylko gapi się jakby chciała komuś krzywdę zrobić. Pojebana jakaś, co nie?”
Jeny, jak ja was nienawidzę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz