poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Love sucks.
I jeśli ma się chociaż odrobinę rozsądku, winno się trzymać od niej z daleka. Nie ma bowiem szczęśliwej miłości, bo każdy, najdrobniejszy zgrzyt między zakochanymi jest bólem nie do zniesienia, ukłuciem spinającym wszystkie mięśnie i ściskającym gardło. Zwykła sprzeczka staje się przejściowym końcem świata, a podniesienie głosu lawiną smutku przecinającą na wskroś. I jak tu wytrzymać w takiej rzeczywistości? Miłosna sielanka co jakiś czas zakłócana jest otchłanią piekielną, która daje ci się we znaki tak bardzo, że chcąc nie chcąc, w końcu sprowadzasz ją na siebie mimowolnie, w dodatku z coraz to większą częstotliwością. Kłótnie się nasilają, a ty coraz bardziej słabniesz. Błędne koło, które nie przestaje się kręcić. A co, jeśli jesteś słabeuszem? Rezygnujesz z chwil sielanki, bo chwile piekła cię wyżerają, osłabiają i powoli uśmiercają. Tylko że rezygnacja, moi drodzy, to nic innego, jak zejście po osmolonych schodach w dół i oznajmienie "wygrałeś, mroku. a teraz mnie zjedz". I je. Po kawałku. Z początku gryzie zawzięcie, szybko i boleśnie, bo tylko czekał, aż pojawisz się w zasięgu jego macek. Lecz z biegiem czasu zacznie się tobą nudzić, przejesz mu się, odstawi cię na bok, a ból przygaśnie. Jednak nigdy o tobie nie zapomni, pamiętaj. Zawsze będzie mógł powrócić i pobawić się tobą, bo przecież każdy lubi od czasu do czasu sięgnąć do pudełka z rupieciami i powspominać.
Miłość nie istnieje, chyba że to, co nazywamy miłością, nie niesie ze sobą pełni szczęścia. A przecież o to chodziło, nie? Miłość miała być szczęściem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz