Wczoraj po pracy umówiłam się z psiapsiółką na podbój miasta, byleby do 20 i bez szaleństw, po jutro na 9. Psiapsiółka jak to ma w zwyczaju, oczywiście się spóźniała. Toteż marzłam sobie na Foksal i przeklinałam w duchu, że zachciało mi się uspołeczniania i że do dupy z czymś takim.
Obok stała babeczka. Codziennie tam stoi (wiem, bo codziennie tam jestem :/ odkąd Hanka mi most spaliła, żebym metrem jeździła, to robię jej na złość i jeżdżę przez Foksal). Stoi i rozdaje ulotki. Nie wiem jakie, nie czytam, chociaż zawsze biorę. Wyrzucam 20m dalej do kosza. Bo po co mi? Ale biorę. Z braku laku i przystojniaków do obczajania, gapiłam się na tę babeczkę jak jakaś niekrofilka na głodzie. I wiecie, kochani czytelnicy, których mam na pęczki, co zaobserwowałam? Otóż! Na średnio 10 osób przechodzących obok babeczki, ulotkę wzięło 1.5 osoby! Serio, 1.5. Jeden i pół! Żartuję, wcale nie liczyłam. Ale pewnie gdzieś z tyle.
Aż się zagotowałam normalnie, patrząc na tych zblazowanych warszawiaków. Szlachta na salonach, psiamać. Ciężko im rękę wyciągnąć, wziąć tę pieprzoną ulotkę i wyrzucić 20 m dalej. No ciężko. Dupki żołędne.
Jak mnie to wkurza niemiłosiernie. No nie mogę, jeny.
Czy wy sobie zdajecie sprawę, łajzy jedne, jaka to ciężka i niewdzięczna robota jest? Stać jak kołek kilka godzin, często w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, robiąc coś totalnie bezwartościowego (no bo wysokich lotów marketing to to nie jest, nie oszukujmy się) i to jeszcze za psie pieniądze? Jestem pewna, że rozdawanie ulotek pracą marzeń tej kobiety nie jest. Ba! Paznokcia dam sobie uciąć, że podjęła się jej tylko dlatego, bo nie ma innego wyjścia. Może ma chorego syna? Może na leki z lichej emerytury nie starcza? Może, może. Może na wódkę wyda. Ale nawet jak wyda, to co z tego? Zarobiła, niech wydaje, jej prawo. Wolicie, żeby na przystanku żebrała? Nie sądzę, przecież z was tacy miejscy esteci, cholera jasna. Chodnik ma być równy, trawka przystrzyżona, ale pies niech sra gdzie popadnie, w końcu podatki płacę, to Zarząd Sprzątania Miasta kupkę usunie.
Jakżeż mnie to drażni, gad demyt.
Na miejscu tej kobiety czułabym się jak trędowata, bez godności, bo tak była przez większość traktowana. Nawet nie jak powietrze, a jak przeszkodę na drodze, mimo że nachalna nie była. Nie wciskała na siłę tych ulotek, skąd, stała sobie ino z wyciągniętą dłonią. Kto chciał wziąć, ten brał. I ja też wzięłam. Wiecie, co mi powiedziała? Co mi mówi każdego dnia, gdy sięgam po tę durną ulotkę? Mówi: dziękuję Pani bardzo. I mówi to z faktyczną wdzięcznością.
Masowo lajkujecie te posty na fejsie o głodujących dzieciakach w Afryce, co oczywiście jest pomocą żadną i tylko was ośmiesza, ale już pomóc prawdziwemu człowiekowi to nie, bo jestem lepszy i niech se baba stoi, jak innej pracy znaleźć nie może, przekupa jedena, wstyd mi za rodaków, tfu, wyjadę na wyspy, tam kulturalniej.
Okropni z was ludzie. Paskudni strasznie! Bez względu na to, co robicie w życiu i ile podatku oddajecie na potrzebujących, jeśli nie bierzecie ulotek, jesteście brzydcy duchem i was potępiam.
Dzięki za uwagę. Ciuus.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz